Hoverboardy – nowe hobby czy niebezpieczna przygoda?

Deskorolki stały się bardzo modne już w latach 80. ubiegłego wieku. Dla niektórych grup i subkultur stały się nawet synonimem przynależności i „luzackiego” stylu życia. Jakiś czas temu, wraz z rozwojem technologii na rynku pojawiły się elektroniczne rozwiązania przypominające deskorolki np. segwey’e. Ostatnim hitem stały się jednak hoverboardy.

Jazda bez trzymanki

Mimo wysokiej ceny hoverboardy należały do często kupowanych prezentów, szczególnie dla dzieci lub nastolatków. Magia urządzenia polega na możliwości szybkiego przemieszczenia się, bez potrzeby wykorzystania rąk, pedałowania czy nawet odpychania się. To po prostu klasyczna deskorolka z silnikiem – bazująca na balansowaniu ciałem. Nic więc dziwnego, że szybko zyskała grono zwolenników, a jej popularność wśród celebrytów czy gwiazd filmowych jedynie podniosła prestiż i chęć posiadania urządzenia.

Czy to na pewno bezpieczne?

I tu pojawia się największy problem dla producentów hoverboard’ów – bezpieczeństwo ich użytkowania. Już w pierwszych miesiącach popularności elektronicznych desek sieć obiegły filmiki i zdjęcia różnego rodzaju wypadków z użyciem tego sprzętu.

Złamania czy stłuczenia to nie jedyne niebezpieczeństwo. Okazało się, że urządzenia te są… łatwopalne. Spowodowały dziesiątki pożarów wśród użytkowników na całym świecie. Wszystko to było skutkiem nadmiernego przegrzania akumulatora.

Na hoverboard’zie trzeba nauczyć się jeździć – posiada on napęd elektryczny, jednak mimo to tak jak klasycznej deskorolce potrzebny jest tam balans ciała i zachowanie równowagi. Co więcej, przez wspomaganie silnika skutki niewyhamowania na czas czy upadku mogą być, ze względu na prędkość, znacznie poważniejsze.